Minimalizm w biznesie. Jak chcąc mniej, robię więcej?

Minimalizm w biznesie

Pamiętam, jak na hasło minimalizm wyobrażałem sobie człowieka siedzącego w pustym pokoju z materacem, jednym widelcem, regałem z 5 książkami i ascetyczną koszulką z napisem „jestem wolny”. Dziś po 6 latach minimalizm w biznesie oraz życiu prywatnym to dla mnie codzienność i wiem, że ten stereotyp jest tak głupi jak twierdzenie, że wszyscy Polacy lubią wódkę.

Kiedy jest się aktywnym na wielu polach, naturalny efekt to gromadzenie przedmiotów typowych dla tych aktywności. Przykładowo, ja interesuję się żeglarstwem, co spowodowało obecność w moim domu stosu ubrań sportowych, lin, map. Około 5 lat temu zorientowałem się, że te „nadprogramowe” przedmioty zakłócają moją produktywność. Kiedy dodałem do tego nieustannie pojawiające się powiadomienia z różnych aplikacji i ciągle dzwoniący telefon, zauważyłem, że mój czas pochłaniają nie tylko ludzie, ale co przerażające także przedmioty.

Kiedy zauważyłem, że naprawdę zaniedbuję bliskich, jestem bezproduktywny, a mój organizm nie może się nawet w 100% zregenerować, podjąłem działanie. Zgłębiłem pojęcie minimalizmu i znacząco ulepszyłem dzięki temu organizację swojego dnia i otoczenia. Ten proces trwa do dzisiaj i nadal ewoluuje.

Czym jest dla mnie minimalizm?

To przede wszystkim wolność i czas, który odzyskałem. Każdy mój dzień jest przyjemniejszy i bardziej wartościowy. To również wewnętrzny spokój, który sprawia, że trudno wyprowadzić mnie z równowagi.

Spotkałem się z bardzo ciekawą definicją minimalizmu autorstwa Katarzyny Kędzierskiej i w pełni się pod nią podpisuje: Minimalizm to idea, która dla mnie zakłada dystans do posiadania. Unikanie gromadzenia przedmiotów dla samego faktu ich posiadania. Mądre nabywanie i korzystanie z rzeczy. Upraszczanie zamiast komplikowania.”

Minimalizm w moim życiu codziennym

Zanim wprowadziłem minimalizm do biznesu, najpierw oczyściłem swoją prywatną przestrzeń. Był to skomplikowany, trudny i długotrwały proces. Oto lista moich aktywności w tym zakresie.

Urządzenia elektroniczne:

  • zawsze wyciszony dzwonek w telefonie, włączone tylko wibracje,
  • Go Fucking Work – aplikacja, specjalna wtyczka do przeglądarki internetowej, 
  • kategoryzacja i redukcjach folderów z plikami na pulpicie,
  • brak telewizora lub korzystanie wyłącznie z VOD,
  • zmniejszenie liczby profili, które śledzę w social mediach,
  • wyłączenie 95 % powiadomień aplikacji w telefonie (zostawiłem tylko te najważniejsze jak komunikator biznesowy i mail),
  • odinstalowanie aplikacji z telefonu, które są wgrane przez producenta, a ich nigdy nie używałem,
  • zainstalowanie aplikacji mierzącej ilość czasu spędzonego na stronach internetowych i aplikacjach,
  • używanie aplikacji, które przetwarza głos na tekst pisany,
  • zaprzestanie notatek papierowych i wybranie aplikacji do notowania myśli w telefonie,
  • brak zegarka (bo tę samą funkcję spełnia telefon),
  • zastąpienie fizycznych dokumentów osobistych aplikacją mObytwatel,
  • brak kart płatniczych w portfelu – wszystkie karty w Google Pay.

Organizacja codzienności:

  • rozpisanie powtarzających się i cyklicznych czynności w konkretne dni w miesiącu,
  • śniadania zawsze takie same w konkretnie dni z tymi samymi produktami, to dla mnie oszczędność czasu i decyzji,
  • zdefiniowanie przelewów cyklicznych o poleceń zapłaty w bankowości internetowej,
  • rezygnacja do minimum z płacenia gotówką,
  • elektroniczna lista zakupów Listonic  – zbierana przez cały tydzień,
  • nie jedzenie mięsa, w efekcie zawężenie ilość produktów do wyboru przy zakupach,
  • noszenie tylko 4 rodzajów koszuli, skarpetek, spodni, butów które najbardziej lubię,
  • traktowanie samochodu jako środka komunikacji bez pobudek narcystycznych,
  • porządek w sprawach mieszkaniowych i codziennych wg najmniejszych możliwych kategorii,
  • korzystanie z filtrów do wody zamiast kupowanej wody butelkowanej.

Nadal nabywam i gromadzę rzeczy lub wymieniam laptop czy telefon na nowszy model, ale robię to w sposób bardziej użyteczny i pozbawiony budowania poczucia własnej wartości. Przede wszystkim zyskałem sporo straconego czasu, który traciłem bez świadomości.

Minimalizm w biznesie. Co się u mnie zmieniło? 

Prowadzenie biznesu z uwzględnieniem minimalizmu to w większym stopniu myślenie o dążeniu do własnej wolności niż generowania coraz większych zysków. Co udało mi się dzięki temu osiągnąć?

  • Spokój wewnętrzny – ten sam czas wydaje mi się dłuższy, bo nie umyka mi rzeczywistość. Wykonywanie zadań służbowych nie jest zakłócone przez powiadomienia w telefonie lub ogarnianie natłoku, który sam sobie zbudowałem ilością rzeczy w tym samym momencie.
  • Czyny zamiast słów – jestem zdecydowanie efektywniejszym przedsiębiorcą, a osoby z mojego otoczenia zawodowego zastanawiają się, jak mam na to wszystko czas?
  • Sprawniejszy rozwój moich firm – potrafię lepiej ocenić propozycje biznesowe i otaczam się osobami, które są poukładane, działają według planu oraz mają podobne podejście do tzw. „złodziei czasu”. Dzisiaj coraz więcej osób szuka sposobu na detoks od Internetu czy możliwość wylogowania się z bycia online. Dla mnie to też dobrzy partnerzy biznesowi.  

Minimalizm w biznesie udało mi się prowadzić również w kilku obszarach organizacyjnych:

  • praca zdalna – zacząłem od 1 dnia w tygodniu, aby nikt mi nie przeszkadzał,
  • skracanie procesów – wyuczona już tendencja do upraszczania wszystkiego co się da,
  • rezygnacja z własnego biura na rzecz bycia mobilnym,
  • ograniczona ilość narzędzi, których używam do organizacji środowiska pracy,
  • udostępnienie online tygodniowego kalendarza zadań swoim współpracownikom,
  • dopisywanie do planowanych spotkań 15 minutowego czasu aby mieć komfort w funkcjonowaniu,
  • jeden numer telefonu komórkowego,
  • grupy robocze w aplikacjach z zespołami rozproszonymi,
  • dzielenie dnia pracy na bloki robocze: finanse, sprzedaż, operacja, marketing, zespół, audyt,
  • brak drukowania dokumentów, a jeśli już to na „brudnych” kartkach,
  • zużywanie jak najmniejszej ilości papieru w firmach,
  • rezygnacja z faktur papierowych – wysyłka faktur elektronicznych bezpośrednio do księgowości,
  • zbiorcze faktury za cykliczne usługi w miesiącu: paliwo, taxi, loty, usługi hotelowe.

Podsumowanie. Co było najtrudniejsze?

Dziś wiem, że najtrudniej jest zacząć układać swoją rzeczywistość po tym, jak już zdamy sobie sprawę, że przedmioty szkodzą i odbierają czas, który możemy przeznaczyć na przyjemności lub produktywność. Przydaje się tu zwykła ludzka systematyczność oraz wytrwałość. Według mnie bardzo dużo osób rezygnuje z tego postanowienia, bo jest przerażona mnogością obszarów, które wymagają „oczyszczenia”

Polecam przeczytać na początek świetną książkę „Esencjalista. Mniej, ale lepiej” Grega McKeowna.

Ciekawą i użyteczną recenzję wraz z wnioskami z tej książki napisała Joanna Glogaza –link 

Drugi trudny krok to komunikacja z otoczeniem. Ja początkowo spotkałem się z dość negatywnymi lub wręcz agresywnymi odpowiedziami. Najbardziej pozytywnie w moim przypadku reagowali współpracownicy w firmie. Widzieli, że w wyniku tych zmian, zmienia się również na lepsze ich miejsce pracy. Minimalizm w biznesie to akurat nasz wspólny sukces!

Wnioski:

  • Minimalizm nie jest dla mnie celem samym w sobie, tylko drogą do rzeczywistości bardziej praktycznej i wartościowej.
  • W moim przypadku podstawowa korzyść z minimalizmu to wolność i więcej czasu na przyjemności.
  • Najlepszą efektywność osiągam łącząc minimalizm w życiu prywatnym i biznesowym.

Chcesz podzielić się swoimi wnioskami z wprowadzania minimalizmu prywatnie i w biznesie? Zostaw komentarz!

Pozdrawiam,
Maciek Straus

 

Udostępnij na:
Share on facebook
Facebook
Share on linkedin
LinkedIn
Maciej Straus
Maciej Straus
Przedsiębiorca z branży turystycznej, analityk hotelowy, inwestor skupiony na mobilności, wykładowca akademicki. Skupia się na rozwijaniu efektywności sprzedaży i analizie wskaźników rentowności biznesu. Swoją działalnością edukacyjną pomaga innym podejmować szybciej właściwe decyzje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *